Tekst: Justyna Michniuk
Śpiewanie wielkanocne (górnołuż. jatšownespiwanje/ dolnołuż. jatšownespěwanje/ niem.Ostersingen), to zwyczaj, wcześniej obecny na rozległych obszarach zarówno Górnych, jak i Dolnych Łużyc, który udało w kilku miejscach rewitalizować. Jeszcze latach 50. wielkanocne śpiewanie było praktykowane wśród ewangelickich i katolickich Serbołużyczan w wielu miejscowościach. Grupy dziewcząt i kobiet kroczyły odświętnie ubrane, w rzędach, przez wioski i pola uprawne i śpiewały pieśni kościelne. Te pieśni miały chronić mieszkańców wsi przed złem, a rolnikom zapewnić dobre zbiory.
Wielkanocne śpiewanie rozpoczynano 4 tyg. przed Wielkanocą, ich punkt kulminacyjny przypadał na Wielki Piątek wieczorem, zaś ich zakończenie na samą Wielkanoc. W niektórych wsiach na obszarze wokół miasteczka Schleife (górnołuż. Slepo) stały ławki przeznaczone właśnie dla wielkanocnych śpiewaczek.[1]
Ta ciekawa tradycja zaginęła z powodu wielu czynników. Słyszałam m.in. straszne opowieści, mówiące nie tylko o wyśmiewaniu śpiewających kobiet przez Niemców, ale i o obrzucaniu ich kamieniami, w trakcie pielęgnowania ich starodawnego zwyczaju. Bycie świadomym Serbołużyczaninem oznaczało bycie nienowoczesnym, niedopasowanym do nowoczesnego, zmieniającego się świata i często bycie obcym na własnym obszarze, zasiedlanym oprzecież od setek lat. Na szczęście od niedawna wielkanocne śpiewanie jest znów żywe i rozbrzmiewa np. na ulicach i w kościele we wsi Dissen (dolnołuż. Dešno) na Dolnych Łużycach.

fot. Justyna Michniuk
Zanim przyjrzymy się współczesnej formie celebrowania tego obyczaju, warto przeczytać, pochodzącą z początku XX w. relację z tej samej, wspomnianej wyżej wsi. Urodzony w 1900 r. serbołużycki malarz, pisarz i działacz narodowy – Měrćin Nowak-Njechorński – podróżował jako młody mężczyzna po Łużycach i zapisywał swoje spostrzeżenia. Oto jak przebiegało za jego czasów wielkanocne śpiewanie:
“(…) Jedną z najpiękniejszych serbołużyckich tradycji było i jest wielkanocne śpiewanie. Wokół Budziszyna ten wspaniały zwyczaj niestety zanikł. Starania, aby wskrzesić go na nowo, nie przyniosły specjalnych sukcesów. Dużo łatwiej jest przecież zapomnieć i zniszczyć dawną tradycję, niż zakorzenić ją na nowo.
We wsiach (…) także na Dolnych Łużycach, wszak ten piękny zwyczaj jeszcze wszędzie się zachował. Tam też młode dziewczęta już przed Wielkanocą, ale głównie w Wielki Piątek (dolnołuż. śichy pětk, czyli dosł. cichy piątek) i w Niedzielę Zmartwychwstania chodzą po wsi, lub siedząc na ławkach we wsi śpiewają stare, serbołużyckie pieśni wielkanocne.
Kiedy w Wielki Piątek przedpołudniem wróciliśmy z wycieczki do Dissen (dolnołuż. Dešno), spotkaliśmy wielkanocne śpiewaczki na końcu wioski (…).
Powoli, z nabożnością, dziewczęta idą powoli przez wioskę, uformowane w trzy rzędy. Śpiewają te stare pieśni, śpiewają z pamięci, bez żadnych śpiewników. Kantorka (czyli główna śpiewaczka, nadająca ton) rozpoczyna, a czyste głosy pozostałych dziewcząt jej wtórują (…).
Świąteczny i poważny, jak ich śpiew, jest także ubiór śpiewaczek. Śnieżnobiałe lapy na głowach (lapa to nazwa tradycyjnego nakrycia głowy na Dolnych Łużycach, części stroju narodowego), śnieżnobiałe chusty (wokół szyi i na ramionach, również część stroju narodowego) wyglądają spod marynarek, czarne, jedwabne fartuszki, pokrywają zielone, wyszywane czernią spódnice.
Mieszkańcy wsi nie uważają serbskiego zwyczaju śpiewów wielkanocnych za żadne magiczne obrzędy, czy sztucznie odgrywanie czegoś, dawanie przedstawienia. Można to stwierdzić z całą pewnością, ponieważ nikt nie przypatruje się śpiewającym dziewczętom. Wieś jest pusta. Tylko tu czy tam, w kilku oknach można zobaczyć między kwiatami, twarze mieszkańców wsi (…)”. [2]
Obecnie śpiewanie wielkanocne w Dissen(dolnołuż. Dešno) wygląda nieco inaczej, kobiet nie można bowiem spotkać śpiewających o świcie w Wielki Piątek, lecz na przykład w Niedzielę Palmową popołudniu. Grupki śpiewających kobiet stoją często przed domami starszych mieszkańców wioski i śpiewają o śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Tym współczesnym śpiewaczkom wielkanocnym również nikt się w zasadzie nie przygląda. Byłam jedną z 3 osób, które robiły zdjęcia. Pozostałe dwie pracowały dla lokalnego radia i prasy.
W Wielki Piątek, tradycyjnie od kilku lat, odbywa się także koncert chóru “Łužyca“, w kościele ewangelickim w Dissen(dolnołuż. Dešno). Śpiewane są stare, serbołużyckie pieśni wielkopostne. To wydarzenie gromadzi zawsze wielu słuchaczy ze wsi i z całej okolicy. Nie jest więc prawdą, zdanie zawarte w jedynej znanej mi publikacji nt. zwyczajów Serbołużyczan w j. polskim, która mówi, iż “obecnie zwyczaj ten(czyli wielkanocnego śpiewania) podtrzymuje się głównie we wsiach katolickich“[3].

fot. Justyna Michniuk
W dawnych czasach, słów pieśni wielkopostnych i wielkanocnych uczono się podczas przędzenia lnu tzw. oprządki (górnołuż. přaza, dolnołuż. pśěza). Oprzadkę rozpoczynano w zależności od pogody 11 października, albo 11 listopada, po wykopkach ziemniaków i buraków cukrowych. Dziewczęta przędły wspólnie. Co wieczór spotykały się w dużej izbie u gospodarza lub w wiejskiej sali zebrań. Pieśni śpiewane w Dissen(dolnołuż. Dešno) przekazane były nierzadko ustnie przez najstarszych mieszkańców wsi i spisane dopiero bardzo niedawno. Śpiewaczki chóru noszą na tą okazję strój narodowy z białym nakryciem głowy o nazwie lapa. Czarne spódnice oraz marynarki podkreślają uroczystą okazję, z racji której się zgromadziły, ponieważ u Serbołużyczan czarny jest kolorem odświętnym. Większość śpiewaczek ma obecnie czarne, a nie zielone spódnice, jak to opisał Nowak-Njechorński. Wśród śpiewających są także kobiety w zwykłych, nowoczesnych ubraniach. Niestety, we współczesności, nie każda kobieta może sobie pozwolić na uszycie serbołużyckiego stroju narodowego, który jest bardzo drogi. Zachowane stroje mają już właścicielki. Warto dodać, że większość starych strojów dostępna jest w małym rozmiarze, co oczywiście nie ułatwia ich wypożyczenia na taką, czy inną okazję. Niemniej jeśli ktoś pragnie posłuchać pięknych śpiewów wielkanocnych, to podróżując przez Dolne Łużyce, na pewno się nie zawiedzie.
Przypisy
[1] Matschie J., Fascyna H., Sorbische Bräuche, Domowina Verlag, 2006, s. 30-31.
[2] Nowak-Njechorński M., Jatšy w kraju gronjakow [w:] Pěšy, z cołnom, po kolasach. Drobna proza wo Dolnej Łužycy, red. Pětška B., Domowina Verlag, 1993, s. 107-108. Tłumaczenie własne z dolnołużyckiego J.M.
[3] Nawka T.,Witajće k nam. Serbołużyczanie: historia, kultura, tradycja, Muzeum Narodowe w Poznaniu, 2008, s. 32-33.